Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studenci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studenci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2012

Głos w sprawie straconego/oszukanego pokolenia

Motyw straconego pokolenia raz po raz pojawia się w mediach za sprawą przedstawicieli świata nauki, polityki czy też samych mediów. Jest to temat niezwykle nośny - uczelnie produkują (niczym manufaktura) coraz więcej studentów, których nie jest w stanie wchłonąć rynek pracy. Studenci ci są nie tylko bohaterami, ale też i odbiorcami artykułów o ich biednym, niesprawiedliwym losie - jako sami zainteresowani przypuszczalnie chętniej będą czytać o tym jak system edukacji ich ,,oszukał". Tak więc produkujmy artykuły, a najlepiej i całe serie tekstów dedykowanych bezrobotnym absolwentom.

I tak oto powstaje w 2011 roku cykl publikowany przez Gazetę Wyborczą pt. ,,Stracone pokolenie": http://wyborcza.pl/1,95892,9297366,Stracone_pokolenie___listy.html

Temat w tym roku najwyraźniej nie został wyczerpany, albowiem portal Onet.pl wznowił wątek,  nazywając tym razem owo feralne pokolenie ,,oszukanym": http://wiadomosci.onet.pl/raporty/oszukane-pokolenie/raport-specjalny.html

Jeśli któryś z Czytelników nie wie jeszcze jak mu źle, zapraszam do lektury artykułów z powyższych linków.

KTO JEST WINNY?

Istnienie całej rzeszy bezrobotnych to fakt, któremu nie można zaprzeczyć. Stopa bezrobocia absolwentów w pierwszym kwartale 2012 roku - według GUS - wynosiła nieco ponad 30%. Marnym pocieszeniem jest fakt, że przeciętny bezrobotny spędza na poszukiwaniu pracy 11 miesięcy, a bezrobotny absolwent średnio już tylko 9 miesięcy. Sytuacja absolwentów jest dramatyczna, jednak zdecydowanie zbyt mało mówi się o tym, z czego może wynikać ta sytuacja i co zrobić, by kolejni studenci nie byli skazani na wieczne poszukiwanie pracy. 

Kto jest więc winny? W litanii winowajców podawanych przez media znajdują się - właściwie - wszyscy, od lewicy do prawicy, koalicja, opozycja, niezrzeszeni, a ponadto uczelnie wyższe, rynek pracy, spowolnienie gospodarcze, informatyzacja, obcy kapitał, polski kapitał i mnóstwo innych antagonizmów. 

W rzeczywistości wiele czynników złożyło się na obecną sytuację na rynku pracy, jednak mało kto mówi o grzechu zaniedbania samych zainteresowanych, czyli absolwentów oraz pewnych ubytkach w systemie edukacji.

INNA ORIENTACJA

W polskiej edukacji kuleje poradnictwo zawodowe - działania mające na celu szerzenie poradnictwa zawodowego są znikome, bądź też pozorne (za orientację zawodową młodzieży często odpowiedzialni są pedagodzy szkolni, którzy w wielu przypadkach nie mają czasu na poradnictwo zawodowe, bądź też nie posiadają profesjonalnej wiedzy lub narzędzi do diagnozowania zawodowego). Młodzież często nie ma możliwości zasięgnięcia fachowej porady dotyczącej wyboru dalszej ścieżki kształcenia.

Jest to zgubne zwłaszcza dla młodzieży w wieku gimnazjalnym, która musi bardzo wcześnie dokonać wyboru między ,,zawodówką dla frajerów", ,,obciachowym" technikum czy popularnym liceum. Efektem tego jest znaczny odsetek uczniów, którzy pragną kontynuować naukę w liceum. Nie biorą przy tym pod uwagę faktu, że to właśnie liceum nie daje im żadnego przygotowania zawodowego.Brakuje osób, które uświadomiłyby młodym ludziom, że rynek pracy czeka na kolejnych wykwalifikowanych fachowców w takich zawodach jak - chociażby - elektromechanik czy spawacz. Ofert pracy dla takich osób jest znacznie więcej, aniżeli - przykładowo - dla magistrów politologii czy dziennikarstwa.

Kult liceum i studiów wynika w dużej mierze z przekonań pokolenia rodziców obecnych bezrobotnych studentów. W czasach młodości wspomnianych rodziców, posiadanie dyplomu było synonimem zatrudnienia na intratnym stanowisku. Przekonanie to było tak silne, że zapędziło w mury polskich uczeni najwięcej młodych ludzi, aniżeli w każdym innym kraju Europy. Obietnica prestiżu i awansu społecznego wynikającego ze zdobycia wyższego wykształcenia zepchnęły w cień taki detal jak brak możliwości wchłonięcia przez rynek pracy tak wielkiej rzeszy studentów. Inną kwestią jest ilość studentów studiujących kierunki studiów mało zbieżne z potrzebami rynku pracy.

ZGUBNE WYCZEKANE STUDIA

Na liście winowajców - oczywiście - jest także miejsce dla alma mater przyszłych bezrobotnych. Czy oskarżony rzeczywiście ponosi winę? Misją uczelni wyższych jest działalność naukowa oraz kształcenie kolejnych pokoleń na poziomie akademickim, czyli naukowym. Oczekiwania względem uczelni są jednak zgoła inne, przypominają raczej wymagania względem szkół zawodowych. Otóż, gdy młody człowiek opuści już nieprzygotowujące go do żadnego zawodu liceum, pragnie on w końcu uzyskać jakieś kwalifikacje w ramach trzy- lub pięcioletniej kolejnej szkoły. Jakże wielkie jest zdziwienie studenta, gdy odkrywa, że studia, to przede wszystkim wiedza teoretyczna, a dopiero w drugiej kolejności - praktyka przygotowująca do wykonywania zawodu.

Szkolnictwo wyższe zmienia jednak powoli swoje podejście i na nowo definiuje swoją misję, by spełniać oczekiwania swoich studentów-klientów. Dostosowują się czasem nawet do tego stopnia, że zupełnie zatracana jest idea nauczania na poziomie akademickim. Klient płaci, klient wymaga - a zyski liczone są od głowy (biretu). Tak gorzka konkluzja wynika z dramatycznego listu, który wystosował do studentów profesor Jan Stanek, pracujący w Zakładzie Fizyki Medycznej Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (treść listu: http://wyborcza.pl/1,76842,11633916,Profesor_do_mlodych__wyksztalconych_bezrobotnych_.html).

Pozytywnym zjawiskiem jest zacieśnianie się więzi pomiędzy uczelniami a lokalnym biznesem. Uczelnie otwierają się na potrzeby lokalnego rynku, czego efektem są tzw. kierunki zamawiane czy też programy stażowe wynikające z porozumienia uczelni z wybranymi firmami. 

BEZROBOTNY WINNY BEZROBOCIA?

Studenci często mają żal do swoich uczelni, ponieważ w ramach programów studiów oferują zbyt wiele teorii, a za mało praktyki. Cóż wobec tego zrobić? Poszukać możliwości odbywania praktyki w innym miejscu. W trakcie studiów osoba aspirująca do wejścia na rynek pracy ma niepowtarzalną okazję, by spróbować swoich sił w różnych miejscach pracy, zachowując jednocześnie możliwość odbywania krótkich 2-3 miesięcznych praktyk czy staży. W ten sposób możemy szybko się przekonać jakie środowisko pracy, jaka branża, jaki typ przedsiębiorstwa najbardziej nam odpowiada. Poza sytuacją odbywania stażu, rynek pracy z trudem wybacza tak krótkie okresy zatrudnienia. Student więc może robić to, czego nie wypada etatowemu pracownikowi, który musi w swoim CV wykazywać możliwie najdłuższe okresy zatrudnienia (co jest dobrym prognostykiem z perspektywy przyszłego pracodawcy). 

Obecni studenci i absolwenci aktualnie poszukujący pracę wkraczają na trudny rynek pracy, zwany ,,rynkiem pracodawcy". Termin ten oznacza, że to pracodawcy mają komfort wyboru pracowników (których jest wielu), a nie kandydaci pracodawców (sytuacja taka miała miejsce m.in. w 2007 roku, gdy bezrobocie było niskie, a firmy walczyły o pracowników). To pracodawca stawia warunki, może windować wymagania i przebierać w aplikacjach. Należy więc odpowiednio przygotować się do poszukiwania pracy, a najbardziej skuteczną strategią będzie nabywanie pierwszych doświadczeń podczas praktyk i staży. Także tych bezpłatnych, z czym trzeba się liczyć, ponieważ w dobie spowolnienia gospodarczego mniej firm decyduje się na opłacanie stażystów. Nie zapominajmy także, co jest nadrzędnym celem stażu - nie zarobek, ale doświadczenie spójne z wizją przyszłej drogi zawodowej studenta.


OSZUKANE OSZUSTWO

Szumne tytuły artykułów o ,,oszukanym" lub ,,straconym" pokoleniu nie oddają w pełni rzeczywistości - manipulują atrakcyjnymi dla mediów skrawkami większego obrazu, który bynajmniej nie przedstawia absolwentów pogrążonych w beznadziei. Nie pisze się o prawdziwej przyczynie zmiany sytuacji studentów - choćby poziom kształcenia utrzymywał się na tym samym pułapie, to i tak mamy do czynienia obecnie z zupełnie inną sytuacją na rynku pracy i w gospodarce. Obietnice sukcesu, które były formułowane w czasach hossy, nie muszą się zdezaktualizować w czasach bessy. Sukces zawodowy jest możliwy nadal - mówimy ciągle o tym samym wykształceniu, zmienił się jedynie kontekst osiągnięcia tego sukcesu. Praca nie należy się studentom za sam fakt posiadania indeksu - trzeba powiedzieć to jasno. Na pracę trzeba najpierw... zapracować.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Mentoring na uczelni

Czy mentoring można wdrożyć na wyższych uczelniach?  Okazuje się, że tak. Coraz częściej można natrafić w prasie czy też pośród internetowych artykułów na wzmianki na temat rozpoczynanych programów mentorskich adresowanych m.in. do studentów.

MENTORING – Z CZYM/KIM TO SIĘ JE?

Mentoring opiera się na partnerskiej relacji między mentorem a jego uczniem (mentee). Mentor wspomaga, stymuluje, inspiruje ucznia, nakreśla problemy, oferuje wsparcie poprzez udostępnienie swojej wiedzy teoretycznej i praktycznej. Jednocześnie mentee cały czas pozostaje samodzielny i aktywny – to on odkrywa, eksploruje, działa i wyznacza sobie zakres aktywności. Oprócz doradztwa, w ramach mentoringu uczeń otrzymuje również ewaluację, czyli informację zwrotną na temat podjętych przez siebie dotychczasowych działań. Pomaga to w odkrywaniu mocnych i słabych stron ucznia, a także w nakreśleniu obszarów, które wymagają jeszcze pracy. Mentoring wobec tego umożliwia rozwój osobisty oraz samopoznanie.

WIELKI POWRÓT NA UNIWERSYTETY

Na wyższych uczelniach coraz wyraźniej wyłania się trend indywidualnego podejścia do studenta. Postuluje się wobec tego wprowadzenie mentoringu w relacjach wykładowca – uczeń. Wykładowca w tym ujęciu przestaje być uprzedmiotowionym źródłem wiedzy. Zaczyna za to być mentorem, naukowym autorytetem, wsparciem dla studentów poszukujących wiedzy. Ta zmiana implikuje kolejną – ulega przekształceniu typ relacji, która wiąże wykładowcę ze studentem. Wykładowca nie występuje już ex cathedra i nie podaje gotowych rozwiązań. Nakreśla on problemy, pomaga w szukaniu rozwiązań, jednak – tym razem – już  jako partner relacji.
Partnerskie podejście w nauczaniu i stawianie na większą aktywność studentów stanowi dobre przygotowanie do pełnienia przez nich przyszłych ról zawodowych. Wzrost autorytetu wykładowców zaś, pozytywnie wpływa na kulturę uniwersytecką, rozwija uczelnianą wspólnotę. Uczelnia staje się więc czymś więcej niż źródłem encyklopedycznej wiedzy – zaczyna być miejscem wymiany poglądów, myśli, a także przestrzenią dla twórczych i międzypokoleniowych dyskursów.

DOLNOŚLĄSKA DOBRA PRAKTYKA

Inne podejście do mentoringu dla studentów reprezentuje projekt Dolnośląskiej Sieci Biur Karier. Inicjatywa ta zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ uczyniła krok dalej, jeżeli chodzi o rozdmuchaną problematykę łączenia świata akademickiego ze światem szeroko pojętego biznesu. 

W założeniu projektu Dolnośląskiej Sieciu Biur Karier osobą mentorowaną ma być – rzecz jasna – student, mentorem zaś – przedstawiciel firmy działającej w regionie. Mentor nie tylko wprowadza studenta w zagadnienia typowo branżowe, ale również zapoznaje go z kulturą danego fachu, pozwala na skonfrontowanie ,,ja” studenta, z wybranym przez niego środowiskiem pracy. 

Pojedynczy cykl programu mentorskiego trwa około roku. Rozpoczyna go poszukiwanie mentorów i ich dobór do poszczególnych, którzy biorą udział w przedsięwzięciu. Zakłada się, że mentor ze swoim mentee odbędzie 6 – 8 indywidualnych spotkań, które są kluczem projektu. Przedsięwzięcie kończy się konferencją z udziałem wszystkich uczestników (więcej na:  http://www.biurokarier.ue.wroc.pl/artykul/mentoring/).

Korzyści dla studenta  płynące z programu mentoringu są oczywiste – otrzymuje on wsparcie specjalisty – praktyka, pozwala poznać bliżej interesującą go branżę,  czy też zdobywa cenne doświadczenie i wiedzę. Poprzez udział w przedsięwzięciu zyskuje również sam mentor oraz firma, jaką reprezentuje. Dla mentora sytuacja ta daje szansę na rozwój osobisty (rozwój kompetencji liderskich, samorealizację, spojrzenie na swoją pracę z innej perspektywy oraz okazja do nawiązania nowych relacji biznesowych. Dla firmy z kolei jest to możliwość do budowania pozytywnego wizerunku (w tym CSR, czyli organizacji odpowiedzialnej społecznie) oraz do nawiązania kontaktów z uczelnią i poznania potencjału tkwiącego w jej studentach.

PROBLEM Z WDROŻENIEM

Mentoring na wyższych uczelniach jest zacną ideą, która warta jest rozważenia i wdrożenia. Należy jednak mieć na uwadze, że mentoring zakłada pracę nad niezwykle wrażliwą materią, jaką jest ,,ja” studenta. Do pracy tej należy więc zaangażować odpowiednie osoby. Odpowiednie, czyli takie, które posiadają kompetencje typowe dla mentora, jak na przykład umiejętność słuchania, wpierania rozwoju (nie dyktowania rozwiązań) czy też utrzymywania relacji odpowiednich relacji z mentee. Odnalezienie odpowiednich osób i zakres ich obowiązków nie nalezą do łatwych, co w sposób oczywisty komplikuje wdrożenie mentoringu. Poważnym problemem jest również dysproporcja pomiędzy liczbą studentów, a liczbą osób z odpowiednimi predyspozycjami mentorskimi. Wprowadzenie programu mentoringu powinno więc poprzedzać odpowiednie przygotowanie całego procesu i osób w nim biorących. 
Praca to żmudna, ale z pewnością warta zachodu.