Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autoprezentacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autoprezentacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Personal Branding – zarządzanie własną marką



Poprzez pojęcie personal branding rozumiemy ogół działań marketingowych, które mają wpłynąć na budowanie wizerunku, dobrej reputacji i zwiększaniu rozpoznawalności konkretnej osoby. W tym wypadku osoba traktowana jest jako osobna marka (brand), który można promować.  Do budowania i realizacji strategii marketingu personalnego, nie potrzebujemy zespołu ekspertów. W przypadku, gdy chcemy zadbać o swój własny wizerunek, wystarczy nam dobry plan, upór i konsekwencja.

CEL

Planowanie działań z zakresu personal branding należy rozpocząć od precyzyjnego określenia celu – można do tego wykorzystać metodę celów SMART (cel sprecyzowany, mierzalny, ambitny/atrakcyjny, realny i określony w czasie).
Istotne będą również pytania:

  • Co chcę zakomunikować światu?
  •  Jakie usługi świadczę?
  •  Co jest moim atutem?
  • Co wyróżnia mnie spośród konkurencji?

Gdy cel lub cele zostaną ubrane w słowa, należy zastanowić się, jakie działania przybliżą mnie do ich realizacji. Oczywiście, inna strategia będzie odpowiednia – przykładowo – dla blogerki modowej, a inna dla młodego polityka. 

ADRESACI KAMPANII

Kolejnym krokiem jest określenie komu chcielibyśmy zakomunikować możliwość korzystania z naszych usług. Działanie to jest istotne z kilku powodów: zawęża nam  grupę docelową do osób, które mogą być realnie zainteresowane naszymi usługami, pozwala to lepiej dopasować komunikaty do grupy docelowej,  a także pozwala to precyzyjniej docierać do osób, które nas interesują. Odnosząc się do wcześniejszego przykładu, inny target obierze blogerka modowa, a inny młody polityk o określonych poglądach politycznych. W tym miejscu warto scharakteryzować możliwie najdokładniej grupę docelową:

  • Jakie cechy wspólne posiadają adresaci?
  •  Gdzie mogą bywać? (spotkania, lokale, instytucje itp.)
  • Jakie strony internetowe odwiedzają?
  • Jakich słów kluczowych mogą używać, poszukując informacji z obszaru mojej działalności (jest to ważne przy budowaniu strategii SEO)

DZIAŁANIA W INTERNECIE

Internet zapewnia nam mnogość kanałów, za pomocą których możemy docierać do określonych grup docelowych. Jeżeli precyzyjnie scharakteryzowaliśmy komu chcemy zakomunikować naszą obecność w sieci, to potrafimy odpowiedzieć na pytanie: jakie środki przekazu będą odpowiednie, by dotrzeć do osób będących moim targetem? Możemy używać m.in. portali społecznościowych, portali branżowych, platform blogerskich, aplikacji na smartphony itd. 

Działania w Internecie powinny obejmować m.in.  weryfikacje treści, jakie publikujemy w ramach portali społecznościowych. Choć portale takie jak Nasza Klasa czy Facebook mają sprzyjać komunikacji w ramach pewnych kręgów znajomych, może się zdarzyć, że za ich pomocą osoba prowadząca rekrutację (lub nasz przyszły/niedoszły partner biznesowy)  dotrze do naszych zdjęć z suto zakrapianych urodzin. Warto zastanowić się, czy wszystkie zdjęcia, które publikujemy w sieci, powinny się tam znaleźć (i czy wzmacniają nasz wizerunek jako profesjonalisty). Wyjścia z takiej sytuacji są dwa: albo nie zamieszczamy zdjęć, które mogą nas skompromitować, albo modyfikujemy ustawienia prywatności a danym portalu, by nasze fotografie nie były widoczne dla osób spoza kręgu znajomych. Pamiętajmy jednak, że wśród znajomych również mogą znajdować się nasi potencjalni przyszli pracodawcy lub nabywcy usług.   

W przypadku portali społecznościowych o biznesowym charakterze, jak np. Goldenline czy LinkedIn, częstym grzechem użytkowników jest zamieszczanie informacji o dosłownie każdej aktywności zawodowej, nawet, jeśli była ona epizodyczna i zupełnie nieistotna dla naszej kariery zawodowej.  Publikujmy więc te informacje, które wzmacniają nasz wizerunek jako profesjonalisty.  W przypadku, gdy robimy karierę jako doradca finansowy, zapis o tym, że w trakcie studiów wyprowadzaliśmy psy sąsiadce nie jest informacją na wagę złota. 

NETWORKING

Bywaj tam, gdzie adresaci Twoich działań marketingowych. Jeśli jesteś politykiem, bądź tam, gdzie bywają Twoi wyborcy. Jeśli jesteś doradcą finansowym, szukaj spotkań, na których możesz spotkać potencjalnych klientów. Staraj się, by każda osoba, z którą utrzymujesz kontakt miała choćby ogólne pojęcie o tym, czym się zajmujesz. Znaczenie ma, nie tylko co mówisz, ale również jak to mówisz. Warto budować wizerunek pasjonata i profesjonalisty w swojej dziedzinie – w ten sposób potencjalni klienci będą mieć wrażenie, że wykonujesz powierzone zadania z przyjemnością i energią.

Zanim zaczniesz bywać w miejscach, które skupiają potencjalną grupę odbiorców, pamiętaj o zleceniu wykonania wizytówek. Wbrew pozorom, nie jest to rzecz zarezerwowana wyłącznie dla właścicieli firm, a także nie jest to droga usługa. Estetycznie i solidnie wykonane wizytówki mogą kosztować nawet od 30 zł za kilkadziesiąt sztuk. Jest to niewielka inwestycja, ale odnosząca potężny skutek – własna wizytówka to wygoda i synonim profesjonalizmu. Pozwoli nam ona uniknąć kłopotliwego poszukiwania ołówka i kawałka zmiętej kartki, by podać potencjalnie ważnemu klientowi nasz numer telefonu czy e-mail.

poniedziałek, 15 października 2012

Rozmowa kwalifikacyjna, czyli mowa sprzedażowa

Jakiś czas temu miałam okazję przeprowadzać rozmowę z kandydatem na stanowisko handlowca. Rozmowa przebiegała przeciętnie, ale co najbardziej zapamiętałam z tamtego spotkania: gdy zapytałam kandydata o jakąś podstawową kwestię maglowaną przez wszystkie poradniki traktujące o rozmowach w sprawie pracy, to odpowiedział coś, co mnie zaskoczyło:

Ja: Proszę opowiedzieć, co pana może wyróżniać na tle innych kandydatów.
Kandydat: Hmm... nie wiem, trudno powiedzieć, nie przygotowałem się na to pytanie.

Ja (nie mogąc się powstrzymać): Spotkaliśmy się w sprawie stanowiska typowo sprzedażowego, nie sądzi pan, że ta rozmowa powinna być właśnie sprzedażowa? Powinien pan nam właśnie sprzedawać siebie.

Kandydat przytaknął, bo cóż innego miał zrobić?

Historia ta pokazuje nam jednak oblicze rozmów rekrutacyjnych, o którym często kandydaci zapominają. Starając się o pracę, powinniśmy mieć rękawy - wręcz - wypchane asami w postaci naszych sukcesów, mocny stron, niestandardowych umiejętności i nieprzeciętnej wiedzy. Starając się o posadę, powinniśmy mieć przygotowaną konkretną ofertę (sprzedażową) dla potencjalnego pracodawcy (nabywcy).

REKRUTACJA JAK PRZETARG

W rzeczywistości oferta pracy zamieszczona w prasie czy internecie, jest zaproszeniem do uczestnictwa w przetargu na dostawcę usług, które pracownik będzie świadczył na rzecz swojego pracodawcy.

Jak się więc startuje w przetargach?

Przede wszystkim zapoznajemy się z założeniami przetargu, a mianowicie za czyje usługi pracodawca chce płacić. Należy się więc dokładnie wczytać w treść ogłoszenia.

Dokumenty aplikacyjne w tym wypadku są wstępną ofertą - w CV i liście motywacyjnym udowadniamy potencjalnemu pracodawcy, że nasza kandydatura jest warta większej uwagi. Dokumenty aplikacyjne, jak oferta przetargowa, powinny być starannie i estetycznie przygotowane oraz - co najważniejsze - treściwe.

Do finału zbliża nas rozmowa kwalifikacyjna, kiedy to mamy okazję sprzedać naszą ,,ofertę" pracy jako najlepszego kandydata.

NADMIERNA SKROMNOŚĆ VS PRZEROŚNIĘTE EGO

Niestety, wielu kandydatów - nie wiedzieć czemu - strzela do własnej bramki, pomniejszając swoje zasługi podczas rozmów kwalifikacyjnych. Potrafią z powodzeniem wdeptać w ziemię swoje najciekawsze pomysły i projekty, byleby się nie musieć nimi chwalić. Jest to jeden z najczęstszych grzechów uczestników rozmów rekrutacyjnych - grzech zaniechania, bądź też spychania swoich zasług na cudze barki.

Kandydaci mylą nadmierną skromność z pokorą, która w racjonalnych dawkach jest często pożądana u kandydatów. Warto więc się chwalić, ale z umiarem.

Należy pamiętać, by nie popaść z jednej skrajności w kolejną skrajność. Zbyt duża pewność siebie, która często idzie w parze ze znacznie wygórowanymi oczekiwaniami finansowymi jest czymś, z czym z pewnością żaden rekruter nie chce się spotykać.

Starajmy się więc zachować złoty środek.